3 sty '15

Pośredniaki po reformie

Przez urzędy pracy przewinęło się wielu Polaków. Ogromne bezrobocie było, niestety, jednym z elementów naszej transformacji. W drugiej połowie lat 90. wydawało się, że wreszcie sobie poradziliśmy z tym problemem. Jednak radość okazała się przedwczesna, bo najpierw kryzys rosyjski w 1998 r., a potem znaczne spowolnienie polskiej gospodarki znowu zaszkodziły naszemu rynkowi pracy. Gdy Polska wchodziła do Unii Europejskiej w 2004 r., stopa bezrobocia przekraczała 20 proc. Od tego momentu zaczęła powoli, choć systematycznie spadać. Jednak nawet dziś, mimo że wielu Polaków pracuje za granicą, a nasz kraj omijają recesje, wciąż stopa rejestrowanego bezrobocia przekracza 11 proc.
Ta trudna historia ostatnich lat oznacza, że miliony Polaków, przynajmniej na pewnym etapie swojego życia, miały kontakt z urzędem pracy, potocznie zwanym pośredniakiem. Doświadczenia były bardzo różne, bo nie wszyscy szli do urzędu po to, żeby pracę znaleźć. Często chodziło o samo zarejestrowanie się jako bezrobotny, bo to pozwalało uzyskać prawo do zasiłku czy chociaż ubezpieczenia zdrowotnego. Jednak nawet ci rzeczywiście poszukujący pracy nie wiązali z urzędem wielkich nadziei, próbując radzić sobie sami. Zamiast zatem być realną pomocą dla osób w trudnej sytuacji, urzędy pracy były powszechnie traktowane jako miejsce załatwiania formalności, a nie instytucja, gdzie rzeczywiście można znaleźć pracę.

Motywacja pracowników:
Do niedawna każdy urząd bez wyjątku dostawał 7 proc. środków przeznaczonych na nagrody dla pracowników. Teraz tylko 5 proc trafia automatycznie do wszystkich, a pozostałe 2 proc do najlepszych.
Ten sposób motywowania wzbudził wiele kontrowersji, ale jest on właściwy. Urzędy należy traktować tak jak oddziały jednej firmy i właśnie nagradzanie tych najlepszych jest dobrym krokiem.
Dotychczas sfera prywatna jak i publiczna działały zupełnie odrębnie. Teraz powinno się do zmienić, gdyż urzędy pracy mogą korzystać z pomocy prywatnych agencji rekrutacyjnych. Ta praktyka może być przydatna zwłaszcza u osób długo bezrobotnych z problemami, które potrzebują fachowej pomocy. W rzeczywistości metoda ta odciąży pracowników urzędów, dzięki czemu będą mogli zlecać opiekę takich osób fachowym prywatnym firmom.

Jak to będzie działać?
W pierwszym profilu mają znaleźć się osoby bezrobotne, które są zmotywowane do pracy, wiec potrzebują tylko przedstawienia ofert.
Druga grupa to osoby dłużej bezrobotne, które należy dodatkowo zachęcić. Powinny one odbyć szkolenia, aby nabrały doświadczenia i szybciej znalazły prace.
Trzecia grupa to osoby potrzebujące szczególnej pomocy. Zaliczają się do niej najczęściej osoby bardzo długo bezrobotne, wykluczone z rynku pracy, a także często zmagające się z rożnymi uzależnianymi.

Ostatnie miesiące to czas wielkiego profilowania, czyli przypisywania bezrobotnych do konkretnej grupy.
Ten proces ma również pomóc w znalezieniu fikcyjnych bezrobotnych, którzy niepotrzebnie zajmują czas pracy urzędnikom, a także kosztują podatnika.
Do tej pory wielu Polaków było zniechęconych do urzędów przez stosunkowo niewielką ilość ofert pracy, jakimi dysponowali.
Dlatego powstały stanowiska tj. doradca ds. klientów instytucjonalnych. Ich zadaniem ma być kontaktowanie się z firmami i zabieganie o nowe oferty pracy. Mają także służyć przedsiębiorcom pomocą we wszystkich kontaktach z urzędem.
Ministerstwo uważa, że pierwsze efekty już widać gdyż we wrześniu pracodawcy zgłosili do urzędu 115 tys. ofert pracy. To o połowę więcej niż rok wcześniej. Wrześniowy wynik był najlepszym wynikiem od 2001 czyli od momentu kiedy resort pracy zaczął prowadzić statystyki.

Źródło: Polityka- nr 1 (2990) z dnia 2015-01-01; s.50-51